|

|
Strona znajduje się na serwerze:

|
|
www.eugeniusz.oblaci.pl
istnieje od 16 maja 2000
© 2000 - 2008
Wszelkie prawa zastrzeżone



|
|
|
O. ROBERT WAWRZENIECKI OMI

Kilka słów o o. Robercie:
Urodził się 06 lipca 1973 r. w Poznaniu, a jego dom rodzinny znajduje się w Lesznie (archidiecezja poznańska).
Tam chodził do szkoły podstawowej i rozpoczął szkołę średnią w klasie o profilu humanistycznym.
Jednak później przeniósł się do Niższego Seminarium Duchownego w Markowicach, prowadzonego przez Misjonarzy Oblatów Maryi Niepokalanej. Ukończył je, zdobywając maturę w 1993 roku.
Po zdaniu matury wstąpił do nowicjatu Misjonarzy Oblatów na Świętym Krzyżu, gdzie 8 września 1994 roku złożył pierwsze śluby zakonne.
Później nastąpiły sześcioletnie studia w Wyższym Misyjnym Seminarium Duchownym w Obrze, uwieńczone pracą magisterską "Wylania Ducha świętego w Ruchu Odnowy w Duchu świętym na podstawie katolickich publikacji polskojęzycznych".
Śluby wieczyste złożył 8 września 1998 roku.
Święcenia diakonatu otrzymał 19 czerwca 1999 roku, a kapłanem został 17 czerwca 2000 roku.
Wcześniej pracował:
Po święceniach pracował w Iławie (2000-2002), Kodniu (2002-2003) i we Wrocławiu (2003-2006). Obecnie jest w trakcie pisania doktoratu z katechetyki na Papieskim Wydziale Teologicznym we Wrocławiu.
Od 1 lipca 2006 r. jest wikariuszem w tutejszej parafii.
Sprawuje opiekę duszpasterską nad grupami:
Katolicka Odnowa w Duchu Świętym,
Domowy Kościół - krąg I i nowopowstający - także Moderator Rejonowy,
Grupa Taize,
Nadzwyczajnych Szafarzy Komunii Świętej,
Duszpasterstwo Akademickie,
Parafialną stronę internetową,
Opiekun redakcji gazetki "Dobrze, że jesteś".
Uczestniczy w przygotowywaniu kwartalnych spotkań młodzieży dekanatu.
Jest katechetą klas I i II w Publicznym Gimnazjum nr 3 im. kard. Stefana Wyszyńskiego.
"Złota myśl":
"Mało nas, ale dobrzy jak makaron" (bł. Pier Giorgio Frassati).
Kontakt:
ul. Ligonia 22, 47-220 Kędzierzyn-Koźle,
tel. (77) 472 55 30
e-mail: rw@oblaci.pl
|
Wywiad z "Dobrze, że jesteś" 9 (130) 2006
- Co prawda wielu z nas zdążyło już Ojca poznać w miesiącu lipcu. Czy mógłby się Ojciec trochę przedstawić naszym Parafianom?
- Pochodzę z Wielkopolski, z Leszna, choć właściwie jestem rodowitym Poznaniakiem, bo urodziłem się w tym mieście.
Jeśli chodzi o moich rodziców, to żyje jeszcze moja mama - Maria, natomiast ojciec - Marek, który był mocno zaangażowany w tworzenie "Solidarności" w dawnym województwie leszczyńskim i był członkiem Zarządu Regionu, zmarł w 1989 roku.
Mam młodsze rodzeństwo: brata - Mariusza, który jest nauczycielem języka niemieckiego oraz siostrę, która obecnie uczy się w II klasie liceum.
W Lesznie czynnie angażowałem się w życie parafialne, będąc ministrantem, a później lektorem oraz przechodząc stopnie formacji oazowej oraz uczestnicząc w spotkaniach Odnowy w Duchu Świętym.
W Lesznie ukończyłem szkołę podstawową i rozpocząłem liceum, ale po roku przeniosłem się do Niższego Seminarium Duchownego w Markowicach.
- Właśnie, jak to się stało, że Ojciec jest Oblatem, a nie np. księdzem diecezjalnym lub innym zakonnikiem?
- Zanim poszedłem do Markowic do mojej rodzinnej parafii przyjechali na rekolekcje oblaci: o.o. Stanisław Wódz OMI, obecny proboszcz w Kodniu i Andrzej Madej OMI, misjonujący w Turkmenistanie. Później były odwiedziny Obry, gdzie wtedy wykładowcą był o. Wódź oraz rekolekcje powołaniowe pod kierunkiem o. Mirosława Skrzydło OMI i decyzja pójścia do Markowic, czego nie żałuje.
W niższym seminarium myślałem też o innych zgromadzeniach zakonnych, ale pozostałem wierny "pierwszej miłości". Co prawda, gdy szedłem do nowicjatu w 1993 roku, to moja parafia została podzielona, ale potrzebowałem opinię od mojego dawnego proboszcza. I tu pojawił się problem, bo ks. Kazimierz nie chciał mi dać opinii, sam mówiąc, że powinienem iść do seminarium diecezjalnego. Ja jednak czułem inaczej.
Później nowicjat na Świętym Krzyżu, pierwsze śluby, studia w seminarium w Obrze, śluby wieczyste, diakonat i kapłaństwo. Kapłanem zostałem w pięknym roku 2000, Roku Wielkiego Jubileuszu.
- Gdzie Ojciec pracował wcześniej i co robił po święceniach kapłańskich?
- Bezpośrednio po święceniach zostałem wikariuszem i katechetą w Iławie. Trochę humorystycznie: niektórzy mówią, że jak łóżka nie ma, to i ława (IŁAWA) dobra. Tam uczyłem w szkole średniej, w czasie gdy wchodziła reforma szkolnictwa.
Po dwóch latach zostałem skierowany do Kodnia, do Sanktuarium Matki Bożej Kodeńskiej, gdzie także byłem wikariuszem, ale tym razem przyszło mi uczyć w gimnazjum. Godzin było dość sporo, bo 22 tygodniowo, ale jakoś dałem sobie radę.
Jednak po roku, w 2003 roku, zostałem skierowany jako wikariusz i duszpasterz akademicki do Wrocławia. Choć miałem pod opieką wiele grup, to jednak najwięcej czasu poświęcałem moim studentom z D.A. Frassati (im. bł. Pier Giorgia Frassatiego). Zresztą tak się zaraziłem tym bakcylem, używając określenia Jana Pawła II, że chyba bez duszpasterstwa nie dam rady żyć. Mam więc nadzieję, że i tu znajdą się jacyś studenci. We Wrocławiu sprawowałem opiekę nad dziećmi komunijnymi i uczyłem w szkole podstawowej klasy II, komunijne. Tam też zacząłem pisać doktorat z katechetyki na Papieskim Wydziale Teologicznym, choć jakby ktoś mi o tym powiedział w początkach mojej pracy szkolnej - nie ukrywam, że było trudno, to bym mu pewnie nie uwierzył. Zgodnie z zapewnieniem Ojca Prowincjała jeszcze 2 lata będę dojeżdżał z Kędzierzyna, aby dokończyć studia. Nie ukrywam bowiem, że co związane z katechezą bardzo mnie wciąga.
- Jakie są Ojca zainteresowania?
- Pewnie znalazłbym wiele rzeczy, które można określić jako moje hobby.
Może jednak zacznę od pewnego pytania, które bardzo mocno dotyczy mojej osoby. A brzmi ono następująco: "Jaka jest różnica między terrorystą, a liturgistą?". Odpowiedź jest prosta: "Z terrorystą można negocjować, ale z liturgistą nigdy". Zresztą moim "konikiem" jest właśnie wszystko co z liturgią związane i to od dawna, bo w niższym seminarium, nowicjacie i w Obrze pełniłem funkcję mistrza ceremonii.
Drugim są komputery, internet oraz programy graficzno-edytorskie. Wynika to z tego, że w seminarium byłem członkiem redakcji, a później redaktorem naczelnym kwartalnika seminaryjnego "Mozaika Obrzańska", w Kodniu wraz z o. Tomaszem Kszesikiem OMI uczestniczyliśmy w narodzinach gazetki gminnej "Pozytywka Kodeńska", a we Wrocławiu aktywnie uczestniczyłem w składaniu gazetki parafialnej "Królowa Pokoju". Trochę artykułów publikowałem w miesięczniku "Katecheta".
Lubię też wykorzystywać komputery, prezentacje multimedialne, internet w katechezie i innych inicjatywach parafialnych. Te zainteresowania pozwoliły mi przez pewien czas na portalu "Wiara" Gościa Niedzielnego być tzw. "księdzem na chacie" i mieć swoje dyżury, podczas których prowadziłem chaty tematyczne.
Do hobby muszę zaliczyć też górskie wędrówki, bo uważam, że właśnie tam człowiek czuje się najbliżej Boga. Zresztą kiedyś jedna z wrocławskich studentek zapytała, kiedy wreszcie z duszpasterstwem pojedziemy nad jezioro, na co odpowiedziałem, że jak znajdzie jakieś piękne górskie jezioro, to bardzo chętnie.
- Czy Parafia w Kędzierzynie-Koźlu była Ojcu znana już wcześniej?
- Osobiście nigdy nie byłem w Kędzierzynie-Koźlu przed 2003 rokiem. Kiedy odchodziłem z Kodnia, to z Przyjaciółmi Misji zrobiliśmy pożegnalne tourne po Polsce i pod koniec czerwca 2003 roku byliśmy przejazdem w Kędzierzynie. Wtedy właśnie odchodził o. Sojka i dwóch wikarych.
Z niektórzymi z parafian kędzierzyńskich dane mi było spotkać się w Obrze, kiedy byłem klerykiem, w czasie Kongresu Świeckich Stowarzyszonych z Oblatami. Wtedy też z Kędzierzyna przyjechała delegacja i czasem prowadziliśmy w kuluarach rozmowy. Niektóre z tych osób już zdążyłem spotkać po przyjeździe do naszej parafii.
Parafię znałem przede wszystkim z opowiadać o. Krzysztofa Jezierskiego OMI, z którym byłem wikarym we Wrocławiu, a który jako diakon był tu na praktyce. Zatem jadąc do Kędzierzyna nie jechałem w nieznane. Zresztą myślę, że będę się tu czuł - właściwie po doświadczeniach lipcowych już tak jest - bardzo dobrze. Przecież tam, gdzie są dobrzy ludzie nie można czuć się inaczej.
|
|
| |
|
|